w związku z częstym wspólnym bywaniem w kinie, swego czasu…
Z ostatnią piątką na początku
(śpiewać na melodię The Beatles
When I’m sixty four)
W samo południe cały ten zgiełk,
piętnasta dziesięć.
Chłopcy z Placu Zbawiciela – dobry, zły
oraz brzydki w noce i dni.
Niektórzy lubią na gorąco
noc po ciężkim dniu.
I nie ma mocnych,
sami swoi obcy –
pięćdzie-
siąt dzie-
więć.
Na zachodzie bez zmian
odmienny stan –
czterej cywile i psy
apokalipsy.
Spaleni słońcem – najdłuższy dzień,
stawka większa niż…
Ptasiek nad świstaka gniazdem leciał o
jeden uśmiech za daleko.
Bez przebaczenia, znieczulenia,
niepotrzebnych cięć.
Dyskretny urok wielkiego żarcia –
pięćdzie-
siąt dzie-
więć.
Prognoza pogody,
wakacje z duchami,
cztery wesela i potop,
wojna domowa
ludzi prezydenta
i absolwenta.
Efekt motyla i świra dzień
stąd do wieczności.
Pewnego razu dwanaście gniewnych małp –
w rejs z powrotem do przyszłości.
La Strada, Garrett Pat, Cabaret
gdzie prawo i pięść –
szczęśliwy człowiek Leon szeregowiec –
pięćdzie-
siąt dzie-
więć.
Zmory i znaki,
we włosach ptaki –
pięćdzie-
siąt dzie-
więć.
Milczenie owiec,
Ryan zawodowiec –
pięćdzie-
siąt dzie-
więć.
Wodzirej lokator,
aviator amator –
pięćdzie-
siąt dzie-
więć.
Nakarmić kruki
dla starych ludzi –
pięćdzie-
siąt dzie-
więć.
Skrzypek na dachu
i cena strachu –
dziewięć
pięćdzie-
siąt.
Zupa z kaczek
i poszukiwacze
złodzieje, rowery
i dziecko Rosemary,
gorączka złota,
najdłuższa cienka
zielona mila,
zjawa po chłopach.
Siedem razy osiem i pół
gangstera i filantro-
pa daje kopa.